Mariusz Grefkowicz

Gran Canaria jakiej nie znasz: góry, szlaki i magia wschodów słońca

W połowie maja miałem przyjemność prowadzić wycieczkę dla Portalu Tatrzańskiego na majestatycznej Gran Canarii. Prawda, że ta wyspa nie kojarzy się z trekkingiem? To duży błąd, bowiem jej góry są wyjątkowo piękne i oferują niezapomniane wędrówki. Doskonale rozumiem jednak takie podejście — sam uległem tej medialnej narracji. Wszystko zmieniło się w 2023 roku. To właśnie wtedy, gdy nie miałem pomysłu na swój urlop w lutym, zupełnym przypadkiem trafiłem na Gran Canarię. Nie spodziewałem się po niej niczego, a wróciłem z ogromnym uśmiechem na twarzy i przekonaniem, że kiedyś polecę tam z wycieczką. Minął rok, a Portal Tatrzański postanowił wprowadzić tę destynację do oferty, a ja miałem przyjemność prowadzić pierwszy termin tej wyprawy. Dobrze, wróćmy do meritum — choć nie ukrywam, że chciałem i musiałem Ci to powiedzieć.

Wycieczkę rozpoczęliśmy od razu mocnym akcentem, a mianowicie wschodem słońca przy El Bufadero. Kocham to miejsce! Mógłbym tam siedzieć godzinami i patrzeć, jak woda przelewa się przez skały. Kto nie odwiedził go podczas wizyty na Gran Canarii, popełnił ogromny błąd! Po tym spektaklu udaliśmy się na kawę i trekking dookoła krateru de Bandama. To był miły akcent, ale uznałem, że moja grupa chce więcej — szczególnie że dzień rozpoczęliśmy wcześnie i do jego zakończenia było jeszcze daleko. W zanadrzu miałem dodatkowy trekking na zachód słońca, na jeden z mniej uczęszczanych szczytów. To był strzał w dziesiątkę! Zupełnie sami mogliśmy podziwiać niesamowity spektakl chmur z widokiem na Teide, najwyższy szczyt Hiszpanii. Jedyny minus tego dnia to chmury, które nagle — kwadrans przed zachodem — pochłonęły cały krajobraz. Mimo wszystko warto było zrobić dodatkowe 10 km w obie strony. Zmęczeni, ale szczęśliwi, wróciliśmy do hotelu około 23:00.

Kolejnego dnia daliśmy sobie chwilę na odespanie, i tuż po ósmej wyruszyliśmy na Pico de las Nieves — najwyższy szczyt Gran Canarii. Co ciekawe, można na niego wjechać autem, ale naszym celem był trekking w formie pętli do Roque Nublo. Jak go oceniam? Absolutny top! Zdecydowanie najlepsze widoki na wyspie. Warto zaznaczyć, że od tego roku (tj. 2025) wejście w rejon najpopularniejszych formacji skalnych wyspy wymaga — na ten moment darmowego — pozwolenia. Na szlak może wejść maksymalnie 60 osób na godzinę, a obostrzenia obowiązują w godzinach szczytu, tj. 10:00–17:00. Byłem do tego sceptycznie nastawiony, ale szczerze przyznam, że to świetne rozwiązanie. Gdy byłem tam zimą 2023 roku, trudno było znaleźć miejsce, aby usiąść — mimo że przestrzeni jest sporo. Teraz każdy miał swój kąt i mógł podziwiać naturę we względnej ciszy i samotności. Zmiana zdecydowanie na plus. Po powrocie do hotelu postanowiliśmy odpocząć, gdyż pierwszy dzień trekkingu wciąż dawał się we znaki.

Trzeci pełny dzień poświęciliśmy na pełną regenerację. Taki przynajmniej był plan. Jednak dla chętnych (czyli całej grupy) postanowiłem zorganizować wycieczkę na wschód słońca na lokalne wydmy. To był strzał w dziesiątkę — a może lepiej: w setkę! Światło tamtego poranka było magiczne i dało nam niesamowity zastrzyk energii na resztę dnia. Po powrocie do hotelu i śniadaniu ruszyliśmy w dalszą trasę. I tam faktycznie było spokojniej — objechaliśmy punkty widokowe, odwiedziliśmy plantację kawy i odbyliśmy krótki, ale majestatyczny trekking. Korzystając z pełnej regeneracji, pojechaliśmy na zachód słońca na Pico de las Nieves, gdzie zebrałem grupę w tajemne miejsce. Wyobraźcie to sobie — na szczycie tłumy, brak miejsca, a my mieliśmy najlepsze widoki i całą otoczkę tylko dla siebie! Uwielbiam te momenty małego zwycięstwa. Co ważne, zachód słońca był oszałamiający — niebo zapłonęło wszelkimi kolorami i majaczyło pomiędzy Roque Nublo i Teide. Takich wieczorów się nie zapomina.

Zanim się obejrzeliśmy, minęła połowa wyjazdu. Z jednej strony mnie to cieszyło, z drugiej smuciło. Dlaczego byłem radosny, że czas minął tak szybko? To zawsze oznaka świetnej zabawy i dobrej organizacji, ale też moment refleksji — wszystko mija zbyt szybko. Czwarty dzień trekkingu spędziliśmy na wędrówkach po wąwozach, a zachód słońca obejrzeliśmy na wydmach Maspalomas. Następnie udaliśmy się na kolację, gdzie świętowaliśmy udane dni, jakie zaserwowała nam Gran Canaria.

Przedostatni dzień trekkingu zaplanowałem w miejscu niesamowitym, do którego większość turystów nie dociera. Pokonaliśmy kultową drogę GC-200 (najtrudniejszą na wyspie), aby dotrzeć do Presa de Las Niñas. Następnie weszliśmy na pozaszlakowy szczyt, z którego rozciąga się — moim zdaniem — najlepsza panorama na całej wyspie. Widać było Teide, Roque Nublo, Bentaygę oraz Pico de las Nieves — dosłownie przekrój wszystkiego, co robiliśmy przez poprzednie dni. Uroku wycieczce dodawał dziki teren oraz przepiękny las z sosną kanaryjską. Po powrocie do auta zarządziłem powrót do hotelu, a następnie wyjazd na zachód słońca z widokiem na Roque Bentayga. To był spektakl, który po prostu udał się na 200%! Już sama droga do wybranego przeze mnie miejsca wzbudziła zachwyt uczestników. W busie było słychać same „ochy” i „achy” — i trudno się dziwić. Widok na formację skalną z tej strony naprawdę rzuca na kolana. Choć nie mieliśmy tego w programie, nie mógłbym pozwolić im wrócić bez tak wielkiej atrakcji. Tak właśnie działają wycieczki Portalu Tatrzańskiego — program trzeba zrealizować, ale warto też dołożyć kolejne 100%. Po prostu kochamy się starać. Jedynym minusem tego pleneru była dość wietrzna pogoda, jednak nikomu nie przyszło do głowy narzekać. Do hotelu wróciliśmy ponownie po 23:00.

Korzystając z przepięknej pogody, postanowiłem w ostatni pełny dzień zorganizować kolejny wschód słońca na wydmach — oczywiście dla chętnych. Tym razem ruszyły ze mną cztery osoby, co było zrozumiałe — kto chciał, mógł się zregenerować. A warto było to zrobić, ponieważ ostatni trekking odbyliśmy na plażę Gui Gui. To łącznie 10 km trasy i prawie 1000 metrów sumy podejść! Wszystko w upale, ale grupa oceniła ten dzień jako jeden z najpiękniejszych — jeśli nie najpiękniejszy trekking wyjazdu. Koniecznie trzeba zobaczyć to miejsce i pamiętać o zabraniu dużej ilości wody. Ostatni wieczór spędziliśmy na świętowaniu w ulubionej restauracji — podsumowaliśmy wyjazd i cieszyliśmy się chwilą.

Korzystając z późnego wylotu do Polski, zaproponowałem dodatkową wycieczkę — wschód słońca na Roque Nublo! Widać było już zmęczenie, sam byłem wykończony — nie ukrywam — ale kocham korzystać z życia na 200%! Tym razem pojechały ze mną trzy osoby i to był jeden z najpiękniejszych wschodów podczas całego wyjazdu! Było po prostu cudownie — trudno opisać to słowami. Po tym spektaklu wróciliśmy do hotelu, spakowaliśmy się, ruszyliśmy na miasto, a następnie na lotnisko. Tak zakończyła się nasza przygoda z Gran Canarią. Już tęsknię za tą wyspą, gdyż jest naprawdę fenomenalna. Z przyjemnością tam wrócę i polecam Ci się tam wybrać, zanim trekkingi staną się bardziej popularne, a to tylko kwestia czasu. Później będziesz żałować, uwierz mi na słowo. 

Scroll to Top